O tym jak zmokliśmy na pustyni i poczuliśmy się mali przy najwyższych palmach świata

My first post in polish, my mother tong. During our travels I haven’t had many opportunities to speak polish so it was a pleasure to write something. There are a lot of photos for those who don’t understand the words. 

Jesteśmy w Kolumbii – w kraju, przed którym byliśmy wiecznie ostrzegani. Ku naszemu zdziwieniu nic nie jest takie, jakie miało być. Ludzie są tutaj tak mili, jak nigdzie indziej. Jednakże dystanse miedzy punktami naszego zaionteresowania są znacznie większe niż w malutkiej Ameryce Centralnej. Tutaj każda podróż to minimum 8 godzin w ścigającym się z innymi autobusie. Wyścig kończy się jednak co parę godzin, kiedy to autobus zatrzymuje się na środku drogi, żeby zabrać więcej pasażerów i pozwolić ulicznym sprzedawcom wejść do środka i handlować wszystkim: od lodów, po smażone kurczaki i świeże owoce. W ten sposób podróż wydłuża się z szacowanych 6 do 8 godzin. Czasem nas to denerwuje, bo chcielibyśmy dojechać na miejsce jak najszybciej, ale z drugiej strony dzięki temu nigdy nie jesteśmy głodni!

Bogota

Po długiej autobusowej podróży docieramy do Bogoty, stolicy Kolumbii. Już po kilku minutach w tym mieście czujemy, że nie będzie ono naszym faworytem. Miasto, mieszczące prawie 7 milionów mieszkańców, nie ma metra ani nawet tramwajów. Jedyną opcją przemieszczenia się są autobusy, które nigdy nie przyjeżdżają na czas. Często zastanawiamy się, jak ludzie w krajach Ameryki Centralnej i Południowej dojeżdżają do pracy czy na rozmowę kwalifikacyjną, gdy dojazd na czas nigdy nie jest gwarantowany. Bogota jest również bardzo zanieczyszczona i pełna samochodów. Z tego względu wprowadzono tutaj zasady ograniczające ilość pojazdów na drogach – konkretne numery rejestracyjne mogą jeździć tylko w określone dni. Zapytaliśmy taksówkarza, jak lokalni sobie z tym radzą? “Kupują dwa samochody, jeżdżą raz jednym, raz drugim, żeby ominąć regulacje” – powiedział. Bogota nie przypadła nam do gustu ze względu na zanieczyszczenie i brak poczucia bezpieczeństwa, ale bardzo podobały nam się tutejsze galerie sztuki wypełnione dziełami Boterego, kolumbijskiego artysty z Medellin.

Salt Cathedral of Zipaquirá

Salento i dolina Cocora

Z Bogoty uciekliśmy do Salento – małego, ręcznie pomalowanego miasteczka, graniczącego z piękną doliną Coroca. To tutaj mieliśmy okazję przekroczyć rzeki na mostach linowych, podziwiać górskie krajobrazy i spacerować palmową doliną. Tutejsze palmy woskowe są najwyższe na świecie i sięgają nawet do 60 m wysokości. Zmęczeni spacerem wróciliśmy do miasteczka, gdzie zupełnym przypadkiem wpadliśmy na naszych znajomych z RPA, z którymi podróżowaliśmy po Kostaryce. Mimo że znamy ich niecały miesiąc, czuliśmy się jakbyśmy wpadli na naszych najlepszych przyjaciół! Świat jest mały!

Can you find Josh?

W Salento mieliśmy okazję pierwszy raz zagrać w Tejo, czyli popularną kolumbijską grę alkoholową, polegająca na rzuceniu metalową kulą do celu zbudowanego z wybuchowych trójkątów (przypominają w konstrukcji polskie „diabełki”).

Desierto de Tatacoa

Kolumbijskie krajobrazy są niesamowicie zróżnicowane, sięgają od plaż, po góry i lasy. Postanowiliśmy wybrać się na „prawie” pustynie, gdzie opady szacuje się na około 1 litr rocznie. To tutaj zazwyczaj można zobaczyć niebo pełne gwiazd, a pobliskie obserwatorium pozwala oglądać planety. I zgadnijcie co? – Padał deszcz, więc z obiecanych gwiazd i niebieskiego nieba wyszły nici. Nasza przygoda na deszczu jednak się nie skończyła, udało nam się nawet złapać stopa z przemiłą parą Kolumbijczyków, którzy zdecydowali się zabrać nas na wycieczkę dookoła pustyni. To tutaj mieliśmy szansę pierwszy raz spróbować grillowanej kozy i wypić świeżo wyciśnięty sok z trzciny cukrowej. Pyszne.

San Agustin

Pierwsza jazda konna już za nami! W San Agustin żyła jedna z najstarszych cywilizacji, ślady po niej odkryto dopiero około 100 lat temu. To tutaj mieliśmy okazje zobaczyć kamienne postacie zbudowane przez mieszkańców lata temu. Naukowcy twierdzą, że postacie te były budowane na cześć śmierci dzieci, dorosłych oraz przywódców. W grobowcach często znajdowano także złoto i inne drogocenne rzeczy, jednakże większość z nich została wykradziona przez lata. Większość kamiennych posągów jest jednokolorowa, ale niektóre malowane są barwnikami cieknącymi prosto z drzew. To tutaj mieliśmy okazję podziwiać wykopaliska podczas naszej wycieczki konnej.

Sancutario Las Lajas

Ostatnia częścią naszej wyprawy po Kolumbii okazała się wizytą w Sankturaium Las Lajas, położonym na moście wysoko nad rzeką. Niesamowity widok i wspaniałe zakończenie naszych przygód w Kolumbii.

Advertisements

2 thoughts on “O tym jak zmokliśmy na pustyni i poczuliśmy się mali przy najwyższych palmach świata

    • twicetheworld says:

      Dziekuje ❤️ zapraszamy koniecznie do Kolumbii! Ten kraj ma tyle do zaoferowania od płaz, po jungle, góry, wodospady i prawie pustynie. Wspaniałe krajobrazy, mili ludzie i niskie ceny. W większości miejsc czuliśmy się naprawdę bezpiecznie (poza dużymi miastami, które najlepiej chyba porostu ominąć) i ludzie próbują zrobić wszytko żeby zmienić swoją reputacje.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s